Dołęga: nie wiem, czy będę kontynuował karierę

Źródło: PAP

Ciężarowiec Marcin Dołęga był jednym z olimpijczyków, którym w bydgoskim ratuszu wręczono nagrody i upominki za start w igrzyskach w Londynie. W krótkiej rozmowie przyznał, że ma jeszcze tydzień, by podjąć decyzję, co dalej z jego karierą.

Marcin Dołęga spalił na IO wszystkie próby w rwaniu i nie został sklasyfikowany (fot. Getty Images) Marcin Dołęga spalił na IO wszystkie próby w rwaniu i nie został sklasyfikowany (fot. Getty Images)

– Jak w Pana oczach wyglądał start w Londynie? Czy są już może jakieś wnioski, co poszło nie tak?
Marcin Dołęga: – Będzie mi to siedziało w głowie do końca życia. Była to dla mnie jedyna i niepowtarzalna szansa i nie ma co ukrywać, że to ja totalnie zawaliłem, bo byłem przygotowany perfekcyjnie. Nie wiem, sam co się stało. Nie analizowałem jeszcze i w najbliższym czasie na pewno nie będę analizował tego startu. Trudno mi o tym mówi, bo jest to mimo wszystko jeszcze zbyt świeża sprawa. Muszę ochłonąć, choć wiem, że tego czasu pozostało coraz mniej, bo dużo osób mnie naciska, co dalej z moją karierą. Na dziś sam jeszcze nie wiem, czy będę ją kontynuował czy zakończę. Na przyszły czwartek, 23 sierpnia, zaplanowałem konferencję w Warszawie i tam powiem, co dalej. Mam więc jeszcze tydzień, żeby wszystko przemyśleć.

– Sama możliwość startu na igrzyskach to już powód do dumy dla wielu. A brak medalu, nawet jeśli było się faworytem, czasami działa jeszcze bardziej mobilizująco na następne lata. Wierzy się po takim nieudanym starcie, że uda się odmienić los. Czy tak jest i w Pana przypadku?
–  Ja też jeszcze w to wierzę. Mam nadzieję, że starczy mi energii, cały czas szukam wsparcia, którego naprawdę mam dużo zarówno ze strony rodziny, jak i przyjaciół. Bardzo dużo listów dostałem także na swojego maila, czy poprzez stronę internetową od zupełnie obcych mi ludzi. Przeczytałem ich kilkaset. Wśród nich znalazłem może jeden, dwa, które - powiedzmy delikatnie - mogły mnie obrazić, ale może i zasłużyłem, bo to ja zawaliłem. Nie zrobiłem jednak tego specjalnie, to jest sport, a sport jest piękny i byłby nudny, gdyby zawsze wygrywali tylko faworyci. Ktoś musiał ponieść porażkę, choć zastanawiam się cały czas, dlaczego po raz drugi to byłem ja. Ktoś być może wystawia mnie na próbę.

– Może zatem jak mówi powiedzenie - do trzech razy sztuka?
– Trzeba brać pod uwagę, że mam za sobą 20 lat stażu treningowego. Z pewnością wielu wie, ile przeszedłem przez ciężary, ile było kontuzji i nie wiem, czy to wytrzymam. Może fizycznie dam radę, jednak psychika odgrywa tu teraz chyba największą rolę.

– Sportowcy mówią często, że trening leczy. Czy po powrocie z Londynu był Pan już na jakimś treningu?
– Szczerze przyznam, że nie byłem jeszcze na siłowni i na razie nie zamierzam na nią iść. Zastanawiam się, czy jak pójdę, to ta sztanga nie będzie mnie parzyć czy - mówiąc kolokwialnie - nie zwymiotuję. Chciałbym, bo wiem, że trening może mnie z tego wyleczyć, bo myśli się tylko o nim. Chciałbym jak najszybciej wrócić na pomost, żeby wystartować, ale nie wiem, czy wystarczy mi sił psychicznych. Na pewno będę się starał.