Anastasi: medal nam ciążył, aż nas zgiął

Źródło: PAP/pb

Trener polskich siatkarzy Andrea Anastasi uważa, że zawodnicy nie poradzili sobie z presją i dlatego ulegli w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich Rosjanom 0:3. – Nie wytrzymała głowa – dodał prezes PZPS Mirosław Przedpełski.

Anastasi jest zawiedziony postawą swojej drużyny (fot. PAP/Rafał Guz) Anastasi jest zawiedziony postawą swojej drużyny (fot. PAP/Rafał Guz)

Biało-czerwoni pojechali do Londynu po imponującym i pierwszym w historii zwycięstwie w Lidze Światowej. Media, kibice, ale i trenerzy innych drużyn mówili o nich jak o faworytach. Polacy po raz trzeci z rzędu odpadli jednak w ćwierćfinale igrzysk.

"Jestem gotowy na krytykę"

Po raz pierwszy spotykam się z wami, gdy muszę tłumaczyć się z porażki. Do tej pory wspólnie cieszyliśmy się z sukcesów. To dla mnie bardzo przykry moment i jestem gotowy na krytykę, ale taki właśnie jest sport. Nie zawsze można wygrywać, nawet jeśli bardzo się tego chce. Jestem świadomy tego, co się stało – rozpoczął wtorkowe spotkanie z dziennikarzami Anastasi.

Włoch przyznał, że nie ma jednego wytłumaczenia poniesionej porażki i słabszej gry. Zapewnił, że drużyna fizycznie była bardzo dobrze przygotowana i nic nie wskazywało na to, że się nie powiedzie.

Ale szczególnie teraz jestem dumny z tego, że mogę być trenerem reprezentacji Polski. Siatkarze są wspaniali i zapewniam, że bardzo chcieli wygrać ten turniej. Bardzo ciężko od dwóch lat na to pracowali. Dlatego też należy im się szacunek całego narodu. Mamy wspaniałą przyszłość przed sobą, chociaż w tej chwili nie jestem w stanie obiecać medali. Musimy pamiętać o tym, że to jest tylko sport – podkreślił.

Problem pojawił się w "głowach"

Anastasi uważa, że problem w trakcie igrzysk ”pojawił się w głowach zawodników”. Po zwycięstwie w Lidze Światowej presja była olbrzymia. Na każdym kroku spotykali się tylko z opinią, że powinni z Londynu przywieźć złoty medal.

Okazało się, że tak młody zespół jak reprezentacja Polski, nie zdołała na swoich barkach udźwignąć takiego ciężaru. Ten medal okazywał się coraz cięższy i cięższy, aż w końcu nas zgiął. Straciliśmy gdzieś tego ducha, który towarzyszył nam w Lidze Światowej. To była cena tego sukcesu – ocenił.

Włoch przypomniał, że gdy przejmował kadrę biało-czerwonych, nie było nawet pewności, czy zagra ona na olimpiadzie. – Przeszli długą drogę, która okraszona była sukcesami. Nie możemy o tym zapomnieć – dodał.

Czy jak Agnieszka Radwańska w turnieju olimpijskim przegrała pierwszy mecz to oznacza, że jest słabą zawodniczką? Oczywiście, że nie. Nadal pozostaje w światowej czołówce – zaznaczył.

"Oni na pewno byli w dobrej formie"

Anastasi nie zgadza się z opiniami, by Polacy zbyt wcześnie byli w formie. Odparł również zarzut, że może lepiej byłoby odpuścić rozgrywki Ligi Światowej, tak jak zrobili to Rosjanie, Brazylijczycy i Włosi, by potem cieszyć się z olimpijskiego podium.

Oczywiście igrzyska były dla nas najważniejszą imprezą sezonu i nie udało się odnieść oczekiwanego rezultatu. Nie można tego jednak zwalać na przygotowanie fizyczne zespołu. Oni byli naprawdę w dobrej formie. Poza tym w ostatnich latach zdarzało się przecież, że drużyna, która wygrywała LŚ, triumfowała później na olimpiadzie. To nie ma żadnego związku – zapewnił.

Po raz ostatni w tym turnieju triumfowałem jako trener dwanaście lat temu. To naprawdę bardzo trudne rozgrywki i sukces jest olbrzymi. Poza tym uważam, że na zakończenie tego sezonu siatkarskiego naprawdę szczęśliwe mogą być dwa zespoły - Polska i Rosja. Bo to one wygrały najważniejsze imprezy tego roku – ocenił.

Selekcjoner odrzucił również argument, że trzeba było w LŚ zagrać młodszym zespołem, czy dać odpocząć podstawowym zawodnikom.

"W każdym meczu graliśmy na maksa"

Dla mnie najważniejsze jest zwycięstwo w najbliższym meczu. Chcę wygrać za każdym razem. Nie ma dla mnie znaczenia, czy to sparing, czy spotkanie o medal. Co miałem zrobić na przykład w Chicago, kiedy na widowni usiadło 8 tys. polskich kibiców? Wystawić drugi skład? Przecież ci ludzie przyszli do hali, by oglądać triumf ich zespołu. Czy miałem zlekceważyć fanów, którzy kupili bilety na Memoriał Wagnera? Nie mogłem tego zrobić. Dlatego graliśmy na maksa w każdym meczu. Do Londynu jechaliśmy jednak z poczuciem obowiązku zdobycia medalu i nie wytrzymaliśmy tej presji. To jest jedyne wytłumaczenie i nie szukajmy gdzie indziej wymówek – zaapelował.

Anastasi może liczyć nadal na kredyt zaufania ze strony związku. W przyszłym roku czekają zespół kolejne rozgrywki Ligi Światowej oraz mistrzostwa Europy, które odbędą się w Polsce i w Danii.

Nie wyszło to, co obiecaliśmy przed wylotem do Londynu i jest nam z tego powodu bardzo przykro. To zawód dla nas, ale i dla kibiców. Siatkówka to jednak sport nieprzewidywalny i nie ma jednego wzoru na wygrywanie wszystkich meczów. Dlatego też darzymy trenera zaufaniem i wierzymy, że w kolejnych imprezach reprezentacja znowu stanie na podium – powiedział prezes PZPS Mirosław Przedpełski.