Niezwykła historia "polskiego" Irlandczyka

Źródło: PAP

Wielokrotny reprezentant Polski, kanadyjkarz Andrzej Jezierski był bliski wywalczenia finału A i podjęcia walki o medal dla... Irlandii. Zabrakło mu niewiele, ale, jak na zawodnika, który wrócił do sportu po pięcioletniej przerwie, to spory sukces.

Przypadek Jezierskiego to bardzo ciekawa historia. Na tyle, że po piątkowej rywalizacji na torze regatowym w Eton, do zawodnika ustawiła się kolejka dziennikarzy, w tym przedstawiciele stacji BBC.

Siedem lat temu mający zaledwie 25 lat Jezierski postanowił zakończyć karierę z powodów finansowych. Był dwukrotnie mistrzem świata w osadzie C4, a więc konkurencji nieolimpijskiej, dlatego też skromne stypendium wystarczało, dopóki był kawalerem.

Wyjechał do Irlandii i tam rozpoczął nowe życie z dala od sportu. Dopiero gdy Międzynarodowa Federacja Kajakowa włączyła do programu igrzysk konkurencje na 200 m, postanowił wrócić do sportu po pięcioletniej przerwie.

– To był mój ulubiony dystans i jak tylko dowiedziałem się, że będzie on w programie igrzysk, postanowiłem ponownie podjąć treningi. Zacząłem wszystko sam. Jedyną osobą, która mi wówczas pomagała był mój klubowy szkoleniowiec Ireneusz Pracharczyk – wspominał zawodnik.

Ogromny potencjał

Powrót nie był jednak usłany różami – brak sprzętu, kontuzja, w dodatku wszystko trzeba było godzić z pracą zawodową. Życie jednak pokazało, że niemłody już zawodnik wciąż ma ogromny potencjał. W kwietniu tego roku wygrał wewnętrzne regaty kwalifikacyjne, ale przedstawiciele Polskiego Związku Kajakowego oraz sztab szkoleniowy nie wykazywali zainteresowania włączeniem zawodnika do kadry.

W maju w Poznaniu na regatach kwalifikacyjnych do igrzysk Jezierski wystartował jako zawodnik reprezentacji Irlandii. Nie miał z tym większego kłopotu, bowiem posiadał podwójne obywatelstwo. Zajął drugie miejsce w C1 na 200 m, które zapewniło mu start w Londynie. I zaczął przygotowania do swojej najważniejszej imprezy sportowej w życiu.

– Tak naprawdę moje przygotowania do igrzysk były trochę śmieszne, jeśli porównamy je do tego, jak wyglądają one w Polsce. Byłem na dwóch obozach w Łężeczkach (ok. 70 km od Poznania). W sumie od maja spędziłem na nich 26 dni. To bardzo mało, jak porównamy, ile polscy zawodnicy spędzają czasu na zgrupowaniach – wyjaśnił Jezierski.

W półfinale kanadyjkarz, który wciąż reprezentuje Posnanię, zajął czwartą lokatę. Do finału kwalifikowały się dwie najlepsze osady trzech półfinałów oraz dwie z trzecich miejsc z najlepszymi czasami. Jezierskiemu do awansu do finału A zabrakło nieco ponad pół sekundy.

– Mimo tak krótkich przygotowań, udało mi się wskoczyć na niezły poziom. Powroty do sportu, zwłaszcza po tylu latach przerwy, są bardzo trudne. Liczyłem po cichu na finał A, byłoby to nagrodą za tę ciężką pracę – ocenił jedyny Irlandczyk w sprincie kajakowym.

Uzyskał on i tak lepszy rezultat od Piotra Kulety (nie awansował nawet do finału B), choć zawodnik Zawiszy Bydgoszcz jest specjalistą od dłuższych dystansów, a 200 metrów było dla niego dodatkową konkurencją.

Jezierski chce na nowo poważnie zająć się kajakarstwem. Wcześniej musiał pracować, opiekować się rodziną.– Nie mogłem rzucić wszystkiego i postawić tylko i wyłącznie na sport. Bo to w końcu nic pewnego – tłumaczył.

Za tydzień wystartuje w mistrzostwach Polski, które odbędą się na torze regatowym Malta w Poznaniu.

– Potem zrobię sobie przerwę i pod koniec roku wznowię przygotowania, ale już bez takiej presji jaka mi towarzyszyła w ostatnich miesiącach. Miałem bardzo ważne starty, najpierw krajowe eliminacje, potem regaty kwalifikacyjne do igrzysk i na końcu start w Londynie. Teraz ze spokojem myślę o przyszłorocznych mistrzostwach Europy i świata – podsumował Jezierski.