Przygotowania były prowadzone w fatalny sposób

Źródło: kurierlubelski.pl | Autor: Marcin Puka

– Przygotowania były prowadzone w fatalny sposób, atmosfera w kadrze była zła. Beznadzieja i tragedia – w taki sposób Karolina Michalczuk podsumowała przygotowania do igrzysk olimpijskich w Londynie.

Michalczuk dopiero po IO głośno powiedziała o problemach w kadrze (fot. PAP/Adam Ciereszko) Michalczuk dopiero po IO głośno powiedziała o problemach w kadrze (fot. PAP/Adam Ciereszko)

Polka jechała do Londynu jak jedna z faworytek do miejsca na podium. Jednak w stolicy Wielkiej Brytanii pięściarka Paco Lublin przegrała na punkty swoją pierwszą walkę z Hinduską Mery Kom i odpadła z dalszej rywalizacji.

– Stało się. Po prostu przegrałam, chociaż uważam, że na pewno nie tak wysoko. Uważam, że sędziowie troszkę przesadzili. Moja rywalka powinna być dwukrotnie liczona. Cóż, teraz już nic nie zrobię – przyznała mistrzyni świata z 2008 roku.

Michalczuk swoje niepowodzenie w Londynie tłumaczy zamieszaniem w kadrze oraz źle zorganizowanymi przygotowaniami.– Nie miałam odpowiednich sparingpartnerek, przygotowania były prowadzone w fatalny sposób, atmosfera w kadrze była zła. Beznadzieja i tragedia. Trener Piotrowski mówi, że atmosfera zaczęła się psuć dopiero teraz, gdy pan Maciejewski nagle chciał ze mną pracować i jechać na igrzyska, bo przewidziana była dla niego nagroda pieniężna za ewentualny medal. To nieprawda.

– Z trenerem Maciejewskim pracuję od kilkunastu lat i to w głównej mierze dzięki niemu osiągnęłam w tym sporcie tak wiele. Poza tym konflikt pomiędzy mną a panem Piotrowskim trwa od 2006 r., od mistrzostw świata. Więc niech pan Piotrowski nie opowiada takich głupot. On cały czas się ze mną ścierał, niszczył mnie, ale ja jestem silna psychicznie, więc mu się łatwo nie dałam. Jednak to, co przeżyłam, wiem tylko ja sama i nikomu tego nie życzę
– zakończyła Michalczuk.

Więcej w "Kurierze Lubelskim"