Łoniewski rozmawia z koreańskim trenerem po... chorwacku

Źródło: PAP/msk

Język chorwacki jest "urzędowym" w olimpijskiej reprezentacji Polski w taekwondo. Koreański trener Hong Seung Ki mieszka w okolicach Zagrzebia i tam odbywały się treningi Michała Łoniewskiego. Start w igrzyskach w Londynie zakończył na 1/8 finału.

Łoniewski zainteresował się taekwondo dzięki filmom z Van Dammem w roli głównej (fot. Bartłomiej Koloczek) Łoniewski zainteresował się taekwondo dzięki filmom z Van Dammem w roli głównej (fot. Bartłomiej Koloczek)

– Nigdy wcześniej nie walczyłem z reprezentantem Afganistanu Rohullahem Nikpaiem. Decydująca okazała się ostatnia, trzecia runda; wcześniejsze były wyrównane. W przyszłości widzę szansę na pokonania tego utytułowanego zawodnika. Zresztą byłem już bliski pokonania Irańczyka Mohammada Bagheriego Motameda, którego Nikpai zwyciężył dopiero w ćwierćfinałowej dogrywce – powiedział Łoniewski (68 kg).

Jedyny Polak uczestniczący w olimpijskim turnieju taekwondo mieszka w Warszawie. – Przypadek sprawił, że jako dziecko trafiłem właśnie do tej dyscypliny. Zafascynowany filmami z Van Dammem w roli głównej koniecznie chciałem ćwiczyć sporty walki. Akurat w mojej szkole podstawowej powstała sekcja taekwondo, więc nie było siły - musiałem się zapisać – przyznał zawodnik AZS AWF Warszawa.

23-letniemu Łoniewskiemu nie powiodło się w światowych kwalifikacjach, ale awans na IO zdobył w styczniowych zawodach kontynentalnych w Kazaniu. Był drugi, a kwalifikowało się trzech.

– Po uzyskaniu nominacji jeździłem na zgrupowania do Chorwacji do koreańskiego trenera Honga oraz do jego ojczyzny. Rozwijam się i sportowo, i językowo, bo swobodnie porozumiewam się po chorwacku. Szkoleniowiec sięgnął z zawodnikami z Zagrzebia po dwa medale igrzysk w Pekinie, ale z nieznanych mi przyczyn rozstał się z tamtejszą federacją – dodał.

Łoniewski twierdzi, że taekwondo nie jest dochodowym sportem. – Mam stypendium uczelniane, czasem dostanę nagrodę ze związku i tyle. Dobrze, że rodzice mi pomagają. Liczyłem na medal olimpijski, bo nagroda finansowa z PKOl przydałaby się na... wesele. Na razie musimy z narzeczoną odłożyć wspólne plany – stwierdził.

Ze względu na przygotowania do igrzysk ostatni rok na stołecznej AWF rozłożył na dwa lata. – Za dużo miałem niezaliczonych przedmiotów, nie dawałem rady. Pracę magisterską piszę oczywiście o taekwondo, o różnicach w nim w odniesieniu do olimpiady pekińskiej i londyńskiej. Wcześniej uderzenia w głowę punktowane były za dwa punkty, teraz jeszcze bardziej się opłacają, bo są za trzy. Dużą zmianą są kopnięcia boczne podeszwą stopy, gdzie są umieszczone sensory. Opłaca się tak zadawać ciosy – wyjaśnił.

Łoniewski trenuje sześć razy w tygodniu na Bielanach. Na zajęcia nie ma daleko, bowiem mieszka w tej dzielnicy stolicy. – Niedziele mam zazwyczaj wolne, ale jestem tak zmęczony, że nie mam czasu i chęci na żadne hobby. Wielką pasją jest taekwondo. Interesuję się, choć w mniejszym stopniu, nowymi technologiami w komputerach, telefonach, elektronice – zakończył piąty zawodnik mistrzostw Europy w 2007 roku.