Nie wiem czy jest sens znów przechodzić przez to samo

Źródło: SPORT.TVP.PL | Autor: zaki

Jeśli nic się nie zmieni, to głęboko się zastanowię czy jest sens przechodzić znów przez to wszystko przed następnymi igrzyskami w Rio de Janeiro – powiedział rozżalony nienajlepszym stanem polskiego łucznictwa 9. łucznik igrzysk olimpijskich w Londynie Rafał Dobrowolski.

Dobrowolski po drodze do 1/8 finału pokonał rywali z Brazylii i Indii. W walce o ćwierćfinał musiał uznać wyższość Jin Oh Hyeka. Z Koreańczykiem przegrał wyraźnie 0-6. Ostatecznie został sklasyfikowany na 9. miejscu w konkurencji indywidualnej łuczników.

– Żaden polski łucznik nie zajął lepszego miejsca podczas igrzysk olimpijskich. Mimo to, ten wynik mnie nie zadowala. Staję w szranki z innymi zawodnikami, żeby walczyć o złoty medal.

– Niefortunnie w 1/8 finału trafiłem na późniejszego mistrza olimpijskiego Jin Oh Hyeka. Co ciekawe przed czterema laty Jacek Proć odpadł na tym samym etapie rozgrywek po walce z Ukraińcem Wiktorem Rubanem, który później wygrał cały olimpijski turniej –
zauważył

Dobrowolski treningi musi dzielić z normalną pracą. Dojeżdża do fabryki kotłów w Sędziszowie, gdzie pracuje na stanowisku specjalisty ds. handlowych w dziale rynku krajowego. Ostatni trening przeprowadza już po pracy, w okolicach północy.

– Nie jest łatwo. Żeby zarobić na życie, muszę pracować. Z samego łucznictwa nie wyżywię rodziny. Polscy medaliści z Londynu, jak Sylwia Bogacka czy Damian Janikowski są w wojsku na etacie sportowym. Ich zadaniem jest codziennie przygotowywać się do zawodów. Z tego są rozliczani. Łucznictwo nie może na to liczyć.

– Polski Związek Łucznicy musi znaleźć sposób na poprawę warunków treningów polskich zawodników. Dobrym sposobem mogłoby być stworzenie kilku (trzech-czterech) ośrodków łuczniczych w całej Polsce. Tam łucznicy z całego regionu mogliby razem przygotowywać się do największych zawodów. Jednak do realizacji tego pomysłu potrzeba pieniędzy.

Bez nich nigdy nie dościgniemy najlepszych nacji, jak Koreańczycy, czy choćby Ukraińcy, Holendrzy albo Włosi. Ja do igrzysk w Londynie przygotowywałem się pod okiem trenera Arkadiusza Ponikowskiego ze Stelli Kielce. Kosztowało mnie to sporo wyrzeczeń. Czy jest sens przechodzić przez to wszystko jeszcze raz w drodze do Rio de Janeiro, aby później kończyć zawody znów na dziewiątym miejscu? Mam co do tego wątpliwości. Coś musi drgnąć, coś musi się zmienić –
zakończył.