Na Dalekim Wschodzie... bez zmian

Źródło: TVP Sport | Autor: Marcin Cisowski

...czyli 5 złotych medali dla Chin w pięciu badmintonowych konkurencjach podczas igrzysk olimpijskich w Londynie.

Chińczyk Dan Lin potwierdził klasę w igrzyskach w Londynie (fot. Getty Images) Chińczyk Dan Lin potwierdził klasę w igrzyskach w Londynie (fot. Getty Images)

W sporcie, jak wiadomo, rankingi nie grają. Natomiast przebieg londyńskiego turnieju dość dokładnie odwzorował sytuację w klasyfikacji Światowej Federacji Badmintona. W niej tylko w męskim deblu nie przewodzą reprezentanci Państwa Środka (prowadzi koreańska para – Jae Sung Chung i Yong Dae Lee). Jednak na obecnych igrzyskach olimpijskich nawet wspomniany koreański debel musiał zadowolić się jedynie brązowym medalem. Złoto – tak jak w pozostałych badmintonowych konkurencjach – padło łupem Chińczyków.

To właśnie w męskim deblu pożegnanie polskich zawodników z turniejem wyglądało najbardziej dramatycznie. W swoim drugim meczu grupowym nasza para Cwalina/Łogosz znakomicie walczyła z deblem tajskim Issara/Jongjit. W końcówce trzeciego seta Michał Łogosz doznał urazu, który nie pozwolił mu kontynuować gry zarówno w tym meczu jak i w całych rozgrywkach. Po przewiezieniu Polaka do szpitala okazało się, że Łogosz zerwał ścięgno Achillesa.

Kontuzja zadecydowała również o przydziale brązowego medalu w singlu kobiet. W tym przypadku pech dotknął drugą na liście światowej Chinkę – Xin Wang, która musiała zejść z kortu w meczu z Hinduską Sainą Nehwal.

Niewiele mniej dramatycznie, choć na szczęście bez żadnych urazów, wyglądało ćwierćfinałowe spotkanie naszego miksta: Robert Mateusiak/Nadia Zięba z chińską parą Chen Xu/Jin Ma. Pierwszego seta 21:19 wygrali Polacy. W drugim przegrali do szesnastu. W trzeciej kluczowy moment nastąpił przy stanie 16:12 dla naszej pary.

Gdy wydawało się, że półfinał jest już o krok, Robert i Nadia przegrali sześć lotek z rzędu. Nasi reprezentanci nie załamali się tym krótkim kryzysem w grze i chwilę później mieli nawet lotkę meczową. Niestety, w decydujących sekundach meczu, to Chińczycy zachowali więcej zimnej krwi i wygrywając seta na przewagi 23:21 wyeliminowali Polaków z turnieju.

Jeszcze przed ćwierćfinałem - bo w fazie grupowej - odpadli nasi singliści. Przemysław Wacha, który nie miał szczęścia w losowaniu, trafiając na Chińczyka Jin Chena, w pierwszej połowie pierwszego seta walczył z utytułowanym rywalem jak równy z równym. Niestety, gdy brązowy medalista z Pekinu włączył swój piąty bieg... szybko odjechał Przemkowi z wynikiem i wygrał w dwóch krótkich setach.

Tego samego wieczoru zakończyła swój udział w igrzyskach Kamila Augustyn. Ona także gładko w dwóch setach przegrała z wysoko notowaną Dunką Tine Baun. Jednak w przypadku Kamili, szczególnie żal jej porażki w pierwszym spotkaniu z Anastasią Prokopenko, która, przynajmniej teoretycznie, była w jej zasięgu.

Najciekawszym wydarzeniem rywalizacji w badmintonie bez udziału Polaków podczas londyńskich igrzysk było, w mojej opinii, starcie gigantów w singlu mężczyzn: czterokrotnego mistrza świata, mistrza olimpijskiego z Pekinu – Chińczyka Dan Lina i jego odwiecznego rywala, niewiele mniej utytułowanego Malezyjczyka – Chong Wei Lee. To było trzydzieste spotkanie tych dwóch badmintonistów na turniejowym szlaku. Z wcześniejszych 29-ciu, 20 meczów wygrał Dan Lin. Po emocjonującej, trzysetowej walce, pełnej niewiarygodnie trudnych technicznie zagrań zwyciężył faworyzowany Chińczyk.

Jedyny niesmak, który pozostał po badmintonowych bojach podczas igrzysk, dotyczy rywalizacji w deblu kobiet. W ostatnim meczu grupy A (pomiędzy Chinkami Wang/Lu a Koreankami Jung/Kim) i grupy C (między deblem koreańskim Ha/Kim a indonezyjskim Polii/Jauhari) doszło do skandalu. W obu meczach wszystkie zawodniczki grały wyraźnie tak, aby przegrać i zachować siły na pojedynki ćwierćfinałowe.

Umyślne wystawianie lotek rywalkom i popełniane z premedytacją błędy spotkały się z krytyką kibiców, którzy kwitowali wszystkie takie zagrania buczeniem. Rzeczone zachowanie wspomnianych par deblowych musiało się też spotkać z reakcją Światowej Federacji Badmintona, która szybko zadecydowała o wyrzuceniu z olimpijskiego turnieju wszystkich zamieszanych w aferę badmintonistek.

Na szczęście, nieprzyjemne zdarzenia z rozgrywek deblowych kobiet nie przyćmiły piękna całej badmintonowej rywalizacji, która w Londynie była naprawdę efektowna. Oprócz efektownej gry, największą skuteczność na londyńskich kortach pokazali po raz kolejny Chińczycy, którzy zdobyli 5 złotych, 2 srebrne i jeden brązowy medal i nadal dominują nie tylko na Dalekim Wschodzie, ale i w całym badmintonie światowym.

Nie powtórzyła się jednak sytuacja z Pekinu, gdy Azjaci uzyskali komplet wszystkich medali w badmintonie. Honor Europy został obroniony przez Duńczyków i Rosjan, którzy łącznie zdobyli jeden srebrny i dwa brązowe medale.