Michalczuk: szykuję się na wojnę!

Źródło: PAP/pb

- Nie byłam grzeczną dziewczynką, lubiłam się bić na dyskotekach, zapalić papierosa, wypić piwo, ale w boksie zrobiłam karierę Nikodema Dyzmy - mówi pięściarka Karolina Michalczuk. W turnieju olimpijskim zmierzy się z Mary Kom z Indii. Polka 5 sierpnia rozpoczyna walkę na igrzyskach!

Karolina Michalczuk jest jedyną polską pięściarką na IO (fot. PAP/Adam Warżawa) Karolina Michalczuk jest jedyną polską pięściarką na IO (fot. PAP/Adam Warżawa)

PIERWSZA WALKA KAROLINY MICHALCZUK 5 SIERPNIA. NA TRANSMISJĘ ZAPRASZAMY DO SPORT.TVP.PL I TELEWIZJI POLSKIEJ!

– Przyjechała pani do Londynu bronić honoru polskiego boksu? Żaden mężczyzna nie awansował na igrzyska.
Karolina Michalczuk: – Zupełnie tym się nie przejmuję, ciśnienie mi nie skacze. Traktuję igrzyska jak normalne zawody, mistrzostwa świata czy Europy. Pięściarzom się nie udało, więc ja spróbuję powalczyć. Łatwo nie będzie, bo Kom to pięciokrotna mistrzyni świata i jedna z niewielu zawodniczek, z którą nigdy nie rywalizowałam. Liczę na doping polskich kibiców, ale też mam wiarę w swoje umiejętności.

– Zakładała pani, że jako brązowa medalistka MŚ będzie rozstawiona i zacznie turniej od ćwierćfinału, a nie od 1/8 finału?
– Nie, spodziewałam się, że ten przywilej dostaną tylko mistrzyni i wicemistrzyni globu. Od początku nastawiałam się na dwie walki, które muszę wygrać, aby znaleźć się w strefie medalowej. Szykuję się na wojnę w kategorii 51 kg, pierwsza bitwa 5 sierpnia.

– I pani, i Kom zdobywacie medale w mistrzostwach globu i kontynentu od dekady. Jak przez ten czas zmienił się żeński boks?
– Moja rywalka zawsze występowała w niższej wadze, 45-48 kg. W mojej 54 kg były dwie-trzy wyraźnie lepsze pięściarki, w tym ja, ale zawsze też ktoś nieoczekiwanie wyskoczył z formą. Generalnie parę lat temu było łatwiej, teraz poziom zdecydowanie się wyrównał i trudniej o sukcesy. Zawsze powtarzam, że nie mam z żadną z nich rachunków do wyrównania, bo te najwyżej może mi przynieść listonosz z poczty.

– Pani historia nadaje się na scenariusz filmowy, dziewczyna z podlubelskiej wioski trafiła na salony sportu.
– Bo zrobiłam karierę niczym Nikodem Dyzma. A wszystko zaczęło się od tego, że chciałam schudnąć. I tak trafiłam do trenera Władysława Maciejewskiego. Zresztą to przyjaciel rodziny, z moim wujkiem chodził do jednej klasy, więc często się widywaliśmy. Teraz mieszkamy koło siebie. I nie wyobrażałam sobie, aby zabrakło go w Londynie w moim narożniku (szkoleniowcem kadry jest Leszek Piotrowski).

– Pierwsze walki wygrywała pani na dyskotekach?
– Nie byłam grzeczną dziewczynką, biłam się na zabawach z mężczyznami, co więcej, bywało, że samo prowokowałam i zaczynałam takie rozróby. Lubiłam zapalić papierosa, wypić nawet po kilkanaście piw.

– Takie używki szkodzą sportowcom...
– Po pierwszego papierosa sięgnęłam w szóstej klasie szkoły podstawowej. Paliłam do 20. roku życia. Sama przekonałam się, że trudno mi oddychać podczas ciężkich treningów. A alkoholu nie tykam od grudnia. Wcześniej czasem tylko skusiłam się na małe jabłkowe piwko. Ale nie w okresie przygotowań do igrzysk. I ja już nie chcę, i po co trener Maciejewski miałby mnie wykapować?