60 lat TVP! Złote momenty: Comaneci – cudowne dziecko gimnastyki

Źródło: SPORT.TVP.PL | Autor: msk

Miała 14 lat i 147 cm wzrostu gdy zadziwiła cały świat. Rumunka Nadia Comaneci, bo o niej mowa, na igrzyskach olimpijskich w Montrealu w 1976 roku swoim wyczynem zapisała się na kartach historii gimnastyki oraz dowiodła słabości... zegarów pokazujących punktację!

Comaneci podczas Comaneci podczas "złotego" występu w Montrealu (fot. PAP/EPA)

Comaneci, urodzona w niewielkiej miejscowości Onesti, gimnastykę zaczęła uprawiać w wieku sześciu lat. Swoje zdolności szlifowała pod czujnym okiem pochodzącego z Węgier Beli Karolyia, o którym wiele lat później negatywnie wypowiadały się jego inne podopieczne.

– Był brutalem, bił nas po całym ciele – mówiła Emelia Eberle. – Czasem tak nas katował, że krew leciała nam z nosa. Można porównać to do obozu koncentracyjnego lub więzienia – twierdziła z kolei Rodica Dunca. Comaneci nigdy nie potwierdziła słów swoich koleżanek po fachu. – Życie jest ciężkie dla każdego. Będzie wspaniale jeśli ktoś znajdzie sposób na to, jak mało trenować i odnosić sukcesy – tłumaczyła dyplomatycznie.

Świat przecierał oczy ze zdumienia

Lata wyrzeczeń i hektolitry potu opłaciły się Comaneci w 1975 roku, kiedy to na ME w norweskim Skien zgarnęła cztery złote krążki: w wieloboju, skoku oraz ćwiczeniach na poręczy i równoważni. Jednak zdolności młodej Rumunki świat docenił dopiero rok później, na IO w Montrealu.

Tuż przed zmaganiami w Kanadzie szwajcarska firma Omega, która odpowiada na igrzyskach za mierzenie czasu i punktacji skontaktowała się Międzynarodowym Komitetem Olimpijskim. Przedstawiciele przedsiębiorstwa chcieli wiedzieć, jakie zegary przygotować na rywalizację gimnastyków – takie, które wyświetlają trzy cyfry (np. 9.50), czy cztery (np. 10.00). Odpowiedź komitetu brzmiała, że nota 10.00 jest niemożliwa do zdobycia i w Montrealu użyto mniejszych zegarów.

18 lipca 1976 roku okazało się, że niemożliwe stało się możliwe. Comaneci podczas występu na poręczach zaprezentowała perfekcyjny program, który wprowadził w lekkie zakłopotanie sędziów. Arbitrzy nie wiedzieli jak wyświetlić "dziesiątkę" na tablicy, która nie była w stanie tego pokazać. W końcu świat ujrzał, rzecz wcześniej niespotykaną, na zegarze pojawiła się nota 1.00! Młoda Rumunka stała się tym samym pierwszą w historii gimnastyki zawodniczką, która zebrała tak wysokie oceny. Później wyczyn ten powtórzyła jeszcze siedmiokrotnie.

Bohaterka bloku socjalistycznego spełnia marzenia w...

Comaneci w Montrealu zdobyła trzy złote i jeden brązowy medal. Wyczyn czternastolatki z prędkością światła obiegł cały świat. Angielska stacja BBC przyznała jej tytuł "sportowej osobistości roku", agencja prasowa Associated Press wybrała ją "najlepszą atletką roku". Trafiła na okładki magazynów "Time", "Newsweek" i "Sports Illustrated". W ojczyźnie reżim Nicolae Ceausescu nazwał ją "bohaterką bloku socjalistycznego".

Sława nie zaszkodziła karierze Rumunki, która następne medale zdobywała hurtowo. Na IO w Moskwie w 1980 roku, multimedalistka mistrzostw świata oraz Europy, jechała jako główna faworytka. Jednak sukcesu z Montrealu nie udało się jej powtórzyć. W stolicy Rosji zdobyła dwa złote oraz dwa srebrne medale i powoli zaczęła myśleć o sportowej emeryturze, na którą oficjalnie wybrała się w 1981 roku.

Osiem lat później poszła w ślady swojego trenera, który po IO w Moskwie uciekł do Stanów Zjednoczonych. Comaneci drogą przez Węgry i Austrię szczęśliwie dotarła do Ameryki gdzie mieszka do dziś. Jest żoną Barta Connera, z którym prowadzi akademię gimnastyczną. Obecnie zajmuje się komentowaniem imprez sportowych oraz mocno wspiera akcje charytatywne.

Czytaj również: Złote momenty: Majewski śladami Komara